Pamiętam czas, gdy „kontrakt” i „kontraktuje” były w branży agro w powszechnym użyciu. Z czasem zostały zastąpione przez słowa używane w Kodeksie cywilnym w odniesieniu do umowy sprzedaży. Czy zastąpienie „kontraktu” „umową sprzedaży” było efektem wzrostu świadomości prawnej?
Słowo jak zaklęcie
Utrata popularności słowa „kontrakt” wynikała raczej z obaw przed kreatywną interpretacją jego znaczenia. Niektórzy interpretatorzy słowo „kontrakt” traktowali jak zaklęcie. Jego użycie miało przemieniać umowę sprzedaży w umowę kontraktacji.
Sztuczka z użyciem słowa „kontrakt” raczej się jednak nie udawała. Jako dowód niech posłuży wyrok, w którym Sąd Apelacyjny w Szczecinie (wyroku z 16.10.2013 r., I ACa 500/13, LEX nr 1433878) rozprawił się z próbą zastosowania zaklęcia:
Samo użycie w umowie słowa „kontraktuję”, nie musi wcale oznaczać, jak chce tego powódka, że zawarto umowę kontraktacji. Słowo to bowiem oznacza „zawarcie kontraktu na dostawę czegoś”, sam „kontrakt” oznacza natomiast umowę na piśmie.
Nie tylko, gdy chodzi o zdrowie, lepiej jest zapobiegać. Dlatego rozsądne jest, aby zrezygnować z używania słowa „kontrakt” we wzorcach umów. Taka decyzja zapobiegnie niepożądanej interpretacji, np. takiej, jak w wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku z 07.2010 r., III Ca 352/10, LEX nr 171418:
Nie bez znaczenia jest także użycie w nazwie umowy słowa „kontrakt”, co dla osoby nie posiadającej wykształcenia prawniczego i zawierającej na co dzień – jako producent rolny – umowy kontraktacji – mogłoby sugerować ze względu na podobieństwa rdzenia słownego, że także ta umowa stanowiła umowę kontraktacji, a nie jakąkolwiek inną.
Obrona przed nadinterpretacją
Warto pamiętać, że gdy jedna strona sporu powołuje się na magię poszczególnych słów umowy, to druga może skorzystać z prawnego antidotum, które oferuje Kodeks cywilny.
Skuteczną obroną może być odwołanie się do celu umowy i zgodnego zamiaru stron (art. 65 §2 k.c.), a także do okoliczności towarzyszących zawarciu umowy (art. 65 § 1 k.c.).
Na salach sądowych byłam świadkiem pojedynków na słowa: strona pozwana rzuca hasło „kontraktacja” jak tarczę, a powód – którego reprezentowałam – powoływał się na realne okoliczności zawarcia umowy, jej cel oraz to, czego strony faktycznie chciały. Czy chodziło im o kontraktację, czy może o zwykłą sprzedaż? Mam spore doświadczenie z takimi argumentacyjnymi sztuczkami, więc wiem, że sam termin „kontrakt” jako argument mnie nie przekonuje i wiem jak się przed nim bronić.
Masz problem dotyczący umowy sprzedaży albo kontraktacji ?
Zapraszam do kontaktu – specjalizuję się w sporach dotyczących umów kontraktacji i sprzedaży w sektorze agro.